Nicnierobienie. Jak to zrobić?

Podczas koncertu w filharmonii są takie chwile, że CISZA rozsadza po prostu uszy. Subtelne pianissimo possibile (ppp) wymaga od słuchaczy wręcz zamarcia na ten moment, co właśnie uczyniłem, a wraz ze mną większość słuchaczy pierwszego koncertu fortepianowego Brahmsa. Większość… Bo… Ledwo dwie osoby dalej, pani musiała nerwowo i bez końca szeleścić kartkami programu… Komuś przeraźliwie głośno upadł jakiś przedmiot… A jeszcze gdzie indziej eksplodowała kanonada czyjegoś skrzypiącego po parkiecie obuwia…

Na kursach obserwuję to samo. Kwadrans relaksacji, czyli spokojnego siedzenia w rozluźnieniu, dla niektórych osób to prawdziwy horror. Już lepiej byłoby im zrobić 200 przysiadów. Pozycja siedząca takiegoż delikwenta, w przeciągu 1,5 minuty, zmienia się kolejno z „siedzenia na ziarnku grochu” na „głowę między kolanami”, „zwisanie jednostronne”, „leżenie na boku po skosie”, do „podrygującego zombie”…

Codzienne pędzenie gdzieś i po coś, nieustanne myślenie o wszystkim naraz, niespełnione oczekiwania, nowe wyzwania i stare rachunki do zapłacenia… – wszystko to powoduje, że nasze ciała i umysły zachowują się jak galareta w betoniarce. Jesteśmy rozedrgani, roztrzęsieni, rozwibrowani, rozkalibrowani…

Usiąść wieczorem w fotelu i przez chwilę nie robić nic to horror. To marnotrawstwo czasu. Zdrada. Poczucie winy. Przecież jest tyle do zrobienia, tyle niezałatwionych spraw, nierozwiązanych problemów, a ja mam tak siedzieć sobie i nic nie robić! Może chociaż włączę TV, poczytam gazetę, książkę… Umysł musi się czymś zajmować. Nie ma, że nie…

Stąd niepokój, niecierpliwość, bóle brzucha i zawroty głowy, nieokreślony wewnętrzny dyskomfort. Zagubiliśmy gdzieś naturalną potrzebę „nicnierobienia”. Kiedy mamy posiedzieć bezczynnie jakiś czas, organizm tego nie rozumie. Biegnie gdzieś dalej, buntuje się, bulgocze, wrzeszczy w niebogłosy, szarpie nami – domaga się działania. Ponieważ umysł nie zna stanu odprężenia, relaksacji – głupieje, czuje się zagubiony, zdezorientowany, jest mu niedobrze.

I stąd absurd największy. Zdaje nam się, że, by się rozluźnić, musimy coś zrobić, wykonać jakieś zadanie, procedurę, czary-mary… A tu niespodzianka – aby osiągnąć poziom relaksacji wystarczy NIE ROBIĆ NIC. I to dopiero jest wyzwanie – nauczyć się nie robić nic!

Odpowiedź

Adres e-mail nie będzie publikowany.Wymagane pola są oznaczone. *