all

Jest tak, jak ci się zdaje, że jest

Jest tak, jak myślisz, że jest. Myśl obserwatora zakłóca przebieg funkcji falowej, determinuje ją. Fala reaguje na energię ludzkiego DNA. Na poziomie kwantowym nie ma rzeczy niemożliwych, albo inaczej: nie da się tego, co tam się dzieje, ogarnąć zwykłą człowieczą logiką. Żadne tam 1+1=2. Ale za to np. 1+0=2 jest OK! Ten sam elektron może przebywać jednocześnie w dwóch miejscach, daje dwa odbicia na ekranie. Jest jeden, lecz stwierdzenie te jest dla niego nieadekwatne. By tego było mało, elektron znajduje się nieustannie w stanie nieoznaczoności: jednocześnie – jest i go nie ma w tym samym momencie.

To trochę tak, jak nastolatek w stanie alfa (czytaj: głębokiego zamyślenia), którego o coś prosi rodzic. On (nastolatek) właściwie jest, bo słucha i nawet patrzy rodzicu prosto w oczy, nawet potakuje jemu, a nawet też odpowie coś, uwaga: nawet logicznie! I co? I nic. Jakby nic nie słyszał, jakby nic nie widział, jakby się nie odzywał i nie przytakiwał. Jakby go w ogóle nie było. Tak, dokładnie: to dowód na to, że na poziomie materii (bardzo złożonej – patrz: człowiek) – ulegamy teoriom kwantowym. Nasz młodzieniec jest zatem chodzącym, namacalnym dowodem konceptu dualizmu korpuskularno-falowego, a to przecież podwaliny fizyki kwantowej jak by nie było (i było zarazem).

Tu jeszcze szybko zauważmy energię myśli, o której wspomniałem w pierwszym zdaniu. Młody człowiek znalazł się pod wpływem zamyślenia – własnej myśli. Ten nieporządek kwantowy ułożył się w to coś, co myśl zasygnalizowała. Z chaosu wyłonił się kształt, utworzył się pewien rodzaj ładu.

Dobrym pytaniem teraz będzie pytanie o rzeczywistość. Myśli tworzą rzeczywistość. Wystarczy zatem coś pomyśleć i to juz jest? Tak? I tak i nie. Tak – jest już na poziomie kwantowym wszystko, co tylko jesteś w stanie pomyśleć, wyobrazić sobie. Nie – w świecie fizycznym jeszcze nie. Dochodzimy do meritum… Energia, fala, w każdym momencie może zmienić się w materię – otóż to, ale też może wrócić do stanu poprzedniego. Dlategóż nie każde marzenie staje się natychmiast naszą rzeczywistością. Niestety.

I stety… Stety, bo jak by to było, gdyby wszystkie nasze życzenia od razu stawały się faktami? To byłby dopiero niezły chaos. Zatem naszym meritum jest czas propagacji: okres, który upływa od myśli do jej materializacji. Kluczem, nazwijmy to – do sukcesu, jest wiara. Najprościej: im wiara jest silniejsza, tym czas propagacji krótszy. Przekładając to na naszą rzeczywistość: masz to, w co wierzysz. To nasza wiara, przekonanie, przenosi nas na wybrany wariant kwantowy, który nazywamy “naszą rzeczywistością”.

Wybieramy więc. Wybieramy co jest dla nas jakie: czy jest dobre, czy złe, piękne, czy brzydkie, smutne, śmieszne, ważne czy nieważne itd. Ogólnie: pozytywne czy negatywne. Z jednej strony mamy element wiary, a z drugiej dominujących myśli. Wiara jest mocą determinującą, a nasze dominujące myśli, to “mrówki robotnice”. Ziarko do ziarka… utwierdzamy się w jakimś przekonaniu i to przekonanie staje się cegiełką naszego świata.

Wychodzi na to, że rzeczywistość budujemy sobie sami. Na “dzień dobry” w naszym wnętrzu, czyli na poziomie myśli, a po jakimś czasie zauważamy ją już na zewnątrz. Ów czas propagacji może nas zmylić i nie bardzo chcemy zgodzić się z tym, że to co jest, to nasza robota. Jeśli coś nie gra, to poszukujemy winnych “na zewnątrz” – a kto może być winny tego, że ja jestem przekonany, że np. nie jestem godzien takich wspaniałości?… Albo narzekamy, lub użalamy się nad sobą, może też pojawić się w nas agresja, a skrajnie odrętwienie lub depresja.

Cały nasz trud sprowadza się do wymyślania przekonań, czyli naszej wiary, że jest tak właśnie, a nie inaczej.

Jest taki stary dowcip, jak to radzieccy naukowcy wzięli muchę i zaczęli jej po kolei wyrwać nogi. Wyrwali pierwszą i mówią: mucha idź! – “mucha idzie”, zapisali. Urwali drugą: mucha idź! – “mucha idzie”, zapisali. Tak samo z trzecią nogą, potem czwartą i piątą. Wyrwali szóstą nogę: mucha idź! – a mucha stoi w miejscu, nie idzie… “Po wyrwaniu szóstej nogi mucha przestała słyszeć” – zapisali.

I to właśnie nazywa się naszym przekonaniem.

Jest też ciąg dalszy historii z muchą. Po jakimś czasie pojawił się młody naukowiec, który był niezwykle ambitny i dociekliwy, nie dał się tak od razu przekonać tym jednym doświadczeniem. Postanowił zrobić powtórkę eksperymentu. Doszedł do szóstej nogi… – No tak, po wyrwaniu szóstej nogi mucha przestała słyszeć. Powtórzył raz jeszcze – i znowu to samo. Ale on był naprawdę bardzo, bardzo skrupulatny i nie dawał tak łatwo z wygraną. Musiał przekonać się na 100% (nie na 99,99999 tylko 100,00). Powtórzył doświadczenie – to samo. Powtórzył 100 razy – to samo. – O nie, nie poddam się, muszę być pewny, absolutnie pewny. Powtórzył 1.000 razy – to samo. Nie przestał na tym. Może chociaż jeden raz będzie inaczej?… 10.000 razy – to samo… 50.000 – to samo. Uwaga, powtórzył jeszcze ten jeden, 50.001 raz -… To samo. Zatem stwierdził, ale teraz już “ponad wszelką wątpliwość”: “mucha po usunięciu ostatniej nogi przestaje słyszeć”, zapisał.

I to dopiero nazywa się naszym przekonaniem. To nazywa się: prawda. I już wiemy jak jest.

Amen.

 

 

2 myśli o „ Jest tak, jak ci się zdaje, że jest

  1. Dziękuję Ci pięknie Marianie, za powyższy tekst. Zwłaszcza ostatni akapit.
    “Przypadkiem” znalazłem w nim DOKŁADNIE to, co było mi dzisiaj potrzebne 😉
    No i … Szwajcaria czeka na podbój!

Odpowiedź

Adres e-mail nie będzie publikowany.Wymagane pola są oznaczone. *