all

Nikt nie chce twoich rad, tylko twojego uznania. Yhy. Mmmm…

Aż kipisz mądrościami życiowymi. Chcesz nimi obdarzyć świat. A przynajmniej z pół świata. Albo chociaż cierpiącego przyjaciela. Albo znajomych na fejsie. Niech sobie wezmą do serca. Niech im oświetlą niepewną drogę. Utulą i pokrzepią…

Napisałeś wiersz. Poezję dla ludzkości. Niech zło czmycha niesprawiedliwe. Niedobry obraca się w pył. Dobry wstaje z kolan i podnosi dumnie głowę. Potokiem zbawiennych słów rozkruszasz agresję i nienawiść. Jak młot ziarenko soli…

A walnij się tym młotem w głowę. Już widzę złoczyńcę czytającego pod kołdrą tomik twoich świeżutkich poematów. Widzę, jak ryczy ze skruchy, miotany wyrzutami sumienia. Wyrywa sobie włosy i zalewa się gorzkimi łzami…

Ooo, a ha, ha…

Wyobrażasz sobie, jak znajoma, którą mąż systematycznie okłada pięściami od dwudziestu lat, słysząc twoje rady, idzie pakować walizkę nucąc radośnie Marsyliankę, rzuca psychopacie parę mocnych słów –  idą mu w pięty, aż pada on oniemiały z wrażenia…

Obudź się. Nikt nie chce twoich rad.

Jesteśmy tak mądrzy, że aż strach. Wszyscy. Posłuchaj pierwszej lepszej dyskusji. Mądrość goni mądrość, rada pogania radę. Sami mędrcy. Głupich nie znajdziesz, nawet ze świecą. Świat Rad. On powinien… Ona musi… Tak nie można… To się w głowie nie mieści… Ja to bym tych wszystkich idiotów… Gdyby tylko mnie posłuchał…  Itepe, itede.

Einstein, kiedy opublikował teorię względności, był przekonany, że wstrząśnie światem, a przynajmniej światem nauki. I co? Nic. Nastąpiła głucha cisza. Że niby jakiś Einstein, że Newton to niekoniecznie…? Już widzę to dziś: Albert Einstein wrzuca na fejsbukowy profil swoją teorię… – Jedno polubienie i zero udostępnień. Ale, gdyby wrzucił fotę,  jak stoi w dziwacznych kapciach na ganku swojej posesji…!

Mądre rady dobre są dla naiwniaków. Ewentualnie możesz sobie nimi… no, sam wiesz, co. W dzieciństwie każdy z nas nasłuchał się tych rad, kazań i pyskowania na całe życie. Już wystarczy. Czas powiedzieć: dosyć. Nikt mi tu nie będzie…

Zatem, teraz my! Służymy dobrą radą. Nawet bezinteresownie. Jednakże nie chcemy dopuścić do wiadomości, że wszyscy dookoła także złaknieni są doradzania, a nie słuchania. Zatem cały nasz wysiłek intelektualny jest tyle wart, co para w gwizdku na lokomotywie. A cała nasza radość, to ten gwizd przeciągły i donośny. Zatem gwiżdżemy na siebie nawzajem. Szczęśliwi jak ślimaki po deszczu.

Bo my doradztwa nie chcemy, my chcemy uznania. Nie potrzebujemy doradzania, potrzebujemy przytakiwania. Chcemy przyznawania racji. I jakie to proste! Tak. Noo. Yhy. O! Mmmm…

Co drugi kołcz krzyczy: człowieku, gdzie twoja wiara w siebie?! Gdzie poczucie własnej wartości?!

Żyjemy w czasach 3D: desperacja, dołek i depresja. A tu nikt ani myśli pogłaskać po główce. Dalej doradza: weź się w garść, przecież potrafisz, nie jest tak źle, i-tak-da-lej…

Powiesz, a ty przecież też się tutaj wymądrzasz, Marian!?
– Tak. Noo. Yhy. O! Mmmm…

 

Odpowiedź

Adres e-mail nie będzie publikowany.Wymagane pola są oznaczone. *